„Psie przedszkole” i psie godziny szczęścia: jak kandydaci na radnych miejskich próbują pozyskać właścicieli psów
Mar 08
Sun, 08 Mar 2026 at 01:39 PM 0

„Psie przedszkole” i psie godziny szczęścia: jak kandydaci na radnych miejskich próbują pozyskać właścicieli psów

Od dawna będący przedmiotem skarg, status psów w mieście zmienia się do tego stopnia, że kandydaci w wyborach samorządowych zabiegają o względy swoich właścicieli. Obrońcy praw zwierząt ubolewają jednak, że zainteresowanie to nie wykracza poza los zwierząt domowych. Chow chow, shiba inu i cavalier king charles spaniel przechadzają się po Châtelet-les Halles, rozdając smakołyki wśród szczekania, a w samym środku tego wszystkiego kandydat na mera Paryża Pierre-Yves Bournazel. Wygląda bardzo poważnie i wyraźnie cieszy się, że może spędzać czas z psami. W okresie kampanii wyborczej przedstawiciel partii Horizons i Macrona nie jest jedynym, który urządza sesję zdjęciową z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi. To nie dzieje się tylko w Paryżu. W Menton Louis Sarkozy proponuje stworzenie „stałych psich stacji” z fontannami i „placami zabaw” w całym mieście. W Labruguière, w regionie Tarn, godzinę drogi od Tuluzy, Molly, owczarek belgijski, jest praktycznie pełnoprawnym członkiem listy urzędującego mera Davida Cucullièresa (Partii Socjalistycznej). Ten śliczny, czarny pies pozował nawet do zdjęć ze wszystkimi kandydatami.

Ostatni przykład, w Nicei, to kandydat UDR, Eric Ciotti, pojawił się na Promenadzie Anglików, sugerując pomysł stworzenia bonu weterynaryjnego:

Właściciele psów – „prawdziwy rezerwuar głosów”

Prawie co drugi Francuz posiada psa lub kota; za każdym właścicielem zwierzaka kryje się potencjalny wyborca. W samym Paryżu jest nie mniej niż 100 000 właścicieli Fido i innych psich towarzyszy. W siedzibach partii mało kto zapomniał, że Partia Praw Zwierząt przekroczyła 2% w ostatnich wyborach europejskich w czerwcu 2024 roku, reprezentując prawie 500 000 wyborców – wynik niewiele odbiegający od wyniku Partii Komunistycznej. A jednak przez lata psy były postrzegane w miastach jako problem, ze względu na konieczność zarządzania psimi odchodami, potencjalny hałas i bezpańskie zwierzęta, które trzeba było odwieźć do schroniska. Ten negatywny wizerunek jest zrozumiały: Paryż zbiera rocznie kilka ton psich odchodów, których koszt szacuje się na dziesiątki tysięcy euro. Jacques Chirac prowadził w stolicy kampanię na rzecz walki z psimi odchodami w 1977 roku, a cztery lata później wprowadził na rynek „moto-crottes”, małe pojazdy wyposażone w odkurzacze. Mówiąc prozaicznie, w 2014 roku ówczesny burmistrz Bordeaux, Alain Juppé, oświadczył na łamach Sud Ouest, że „poślizgnięcie się na psiej kupie w dniu wyborów może zmienić wynik głosowania”.

Jeśli chodzi o burmistrza Béziers, Roberta Ménarda (niezależnego prawicowca), w 2023 roku wprowadził on w centrum miasta profilowanie DNA psów, aby wytropić nieodpowiedzialnych właścicieli, inspirując tym samym inne gminy, takie jak Saint-Omer (Pas-de-Calais).

Czy ta era wreszcie się skończyła? Być może w Paryżu. Tam, gdzie jeszcze kilka lat temu właściciele psów rzadko się ze sobą kontaktowali poza psimi parkami, w wielu dużych miastach powstało kilka lokalnych stowarzyszeń. W samym Paryżu działa nie mniej niż dziesięć grup o często bardzo sugestywnych nazwach, od Trufli z Batignolles po Kudłatych z Butte, które obecnie zjednoczyły się w ramach stowarzyszenia: Paris Canine Condition - PAR.C.C. Daje im to znaczną przewagę w promowaniu miejsca psów w stolicy.

"Mamy realną wizję miejsca psów w mieście"

PAR.C.C, która przedstawia się jako „pierwsza kolektywna siła poświęcona dobrostanowi psów” w Paryżu, opublikowała nawet białą księgę skierowaną do wszystkich kandydatów w wyborach samorządowych.

Ich żądania są szerokie, od pozwolenia wszystkim psom na smyczy na spacery w parkach, przez ich obecność w autobusach (decyzja ta należy do RATP – przyp. red.), po utworzenie Paryskiej Rady ds. Psów. Organ ten umożliwiłby kontrolę wszystkich decyzji miejskich, aby upewnić się, że respektują one interesy psów. Jego kandydat, Emmanuel Grégoire, nie pomylił się, poświęcając lutowy poranek debacie na temat miejsca zwierząt w Paryżu. Przede wszystkim konto na Instagramie „Hot dogi z Emmanuelem Grégoire”, założone przez jego otoczenie, przedstawia liczne psy – a czasem nawet kilka kotów – wygodnie zwinięte w kłębek na materiałach kampanijnych.

A to tyle z biura mera Paryża, które obecnie ściera się z użytkownikami parku dla psów nad kanałem Saint-Martin, oburzonymi przeniesieniem tej przestrzeni przeznaczonej dla psów bez konsultacji.

To samo dotyczy kandydatki Partii Republikańskiej, Rachidy Dati, która od kilku lat organizuje w swoim ratuszu w 7. dzielnicy spotkania przyjazne psom.

"Tylko niewielki fragment kwestii praw zwierząt"

W Marsylii kandydaci Benoît Payan (PS) i Martine Vassal (LR) od tygodni toczą spory. Zgadzają się tylko w jednej kwestii: obietnicy utworzenia cmentarza dla zwierząt w Marsylii.

Trudno się z nimi nie zgodzić. Liczne propozycje przedstawiło kilka stowarzyszeń. Dotyczy to na przykład Ligi Ochrony Ptaków, która apeluje o zmniejszenie zanieczyszczenia światłem emitowanym przez miejskie latarnie uliczne w nocy; stowarzyszenia PAZ, które apeluje do kandydatów o zamknięcie miejskich ogrodów zoologicznych; oraz Zoopolis, które chce położyć kres „okrutnym metodom” wobec gołębi i szczurów. Jak dotąd te propozycje nie wzbudziły większego zainteresowania w kampanii.

Aby wywrzeć wpływ, Partia Praw Zwierząt wystawia kandydatów w około trzydziestu dużych miastach i może pochwalić się kilkoma wicemerami odpowiedzialnymi za dobrostan zwierząt ubiegającymi się o reelekcję, jak np. w Grenoble i Montpellier. Jednak zakres działań pozostaje ograniczony: w Sète i 9. dzielnicy Paryża startują tylko dwie listy niezależne.

Uwagi

Proszę Login aby zostawić komentarz.

Chcesz opublikować swój temat

Dołącz do globalnej społeczności twórców i łatwo zarabiaj na swoich treściach.Rozpocznij swoją podróż z pasywnym dochodem z Digbly już dziś!

Opublikuj to teraz

Sugerowane dla Ciebie