Wybory samorządowe w Lille: Violette Spillebout, „transpartyjna” zwolenniczka Macrona, która chce wywołać zamieszanie wśród lewicy
Dzięki silnej obecności zarówno w terenie, jak i w mediach społecznościowych, publikacji dwóch książek, a nawet zorganizowaniu wiecu w najbliższą sobotę, 7 marca, Violette Spillebout, kandydatka na burmistrza Lille, nie szczędzi wysiłków, aby osiągnąć swoje cele. Posłanka Renesansu marzy o tym, by utorować sobie drogę do ratusza w Lille i położyć kres socjalistycznej hegemonii, która nigdy nie została przerwana za czasów Piątej Republiki. Sześć lat po zajęciu trzeciego miejsca w drugiej turze, daleko za Martine Aubry i Zielonymi, których dzieliło zaledwie 227 głosów, pięćdziesięciolatka jest przekonana, że stać ją na więcej. „Myślę, że już nie jestem tą samą Violette Spillebout. Mam sześć lat doświadczenia jako radna opozycyjna, zostałam wybrana na posłankę w 2022 roku i ponownie wybrana w 2024 roku” – powiedziała w wywiadzie dla BFM, dodając: „Podchodzę do tych wyborów jako jedyna kandydatka z doświadczeniem krajowym, która zna parlament i jest w stanie reprezentować Lille na szczeblu krajowym i europejskim”.
„Duch transpartyjny”
Niedawno Violette Spillebout wyróżniła się podczas parlamentarnego dochodzenia w sprawie Bétharram, które obciążyło osobę z obozu prezydenckiego: François Bayrou, oskarżonego o kłamstwo na temat swojej wiedzy o przemocy w tej prywatnej szkole.
Współsprawozdawczyni wraz z lewicowym posłem Paulem Vannierem, uważa tę współpracę za dowód jej „ducha transpartyjnego”, który jest powracającym tematem w jej przemówieniach.
„Bardzo dbam o jedno: nie chcę, a wręcz nie chcę przestać być karykaturą moich przeciwników politycznych w Lille. Obywatele mają dość wzajemnej nienawiści i sekciarstwa” – powiedziała nam pod koniec lipca. Kandydatka wciela słowa w życie, nie wahając się nawiązać dialogu ze swoimi przeciwnikami. W sierpniu 2025 roku wzięła udział w letniej szkole La France Insoumise, a w listopadzie w spotkaniu zorganizowanym przez Journal du Dimanche, w obecności postaci skrajnie prawicowych, jak zauważył Libération. To „transpartyjne” pozycjonowanie ma co najmniej jedną zaletę dla kobiety, która w latach 2008–2012 była szefową sztabu Martine Aubry: pozwala jej zdystansować się od etykietki obozu prezydenckiego, co nie jest zbyt korzystne. Lille.
W tym sensie Violette Spillebout może pochwalić się zademonstrowaniem swojej niezależności: 8 września jako jedyna posłanka z ramienia Renesansu nie głosowała w Zgromadzeniu Narodowym za François Bayrou, ubolewając nad tym, że „nie miał ani słowa dla ofiar przemocy” w sprawie Bétharram, dwa dni wcześniej w stacji France 5. Ta decyzja przyniosła jej wezwanie przed organy zarządzające jej ugrupowania, aby się wytłumaczyła.
„Nie jestem osobą, którą łatwo zaimponować czy na którą łatwo wpłynąć. Uważam, że aby zostać merem Lille, potrzeba kogoś silnego, kto działa w polityce nie ze strachu, ale z przekonania. To właśnie mieszkańcy Lille we mnie rozpoznają” – podkreśla.
„Ludzie mogą się zastanawiać: »Ale dla kogo ona tak naprawdę pracuje?«”
Czy znalazła właściwą formułę? Nie jestem pewien, według Pierre'a Mathiota. „Violette Spillebout wykorzystała swoją sławę związaną ze sprawą Bétharram, ale ta sława może również działać na jej niekorzyść w lokalnej społeczności ze względu na jej przeszłość związaną z François Bayrou” – podkreśla politolog, były dyrektor Sciences Po Lille. „Innymi słowy, ludzie mogą się zastanawiać: »Ale dla kogo ona tak naprawdę pracuje?«, zwłaszcza że zdecydowanie popiera stanowisko swojego współsprawozdawcy, Paula Vanniera, który jest dość radykalny”.
Co więcej, strategia otwartości kandydatki z Lille na inne partie wydaje się ostatnio obrócić przeciwko niej. Pod koniec stycznia „Le Point” donosił, że byłaby gotowa zaoferować stanowiska zastępców członkom La France Insoumise i Rassemblement National, gdyby została burmistrzem – informację tę podkreśliła również Mediacité. W odpowiedzi Ali Douffi, lider Horizons w Lille, ogłosił swoje odejście z miejskiej grupy opozycyjnej „Faire Respirer Lille”, której przewodniczącą jest Violette Spillebout. Jej przeciwnicy szybko wykorzystują tę sytuację: „W żadnym mieście nie było rządów, które obejmowałyby skrajną prawicę i skrajną lewicę. Jest to niemożliwe z jednego prostego powodu: w przeciwieństwie do komisji śledczej, opiera się ona na programie, propozycjach, a od samego początku te propozycje są zupełnie inne” – krytykuje socjalistyczny poseł Roger Vicot. Posłanka ze swojej strony potępia sprawę jako „rozdmuchaną do niebotycznych rozmiarów” i zaprzecza, jakoby rozważała takie scenariusze. „Żadnego sojuszu, żadnej tolerancji dla La France Insoumise i Zgromadzenia Narodowego. Walczymy z nimi, chcemy, żeby ich poparcie było jak najniższe” – podkreśla, po prostu deklarując swoje zaangażowanie w zapewnienie, że „liderzy opozycji będą mogli zasiadać w Radzie Miasta i sprawować nadzór nad większością sprawującą władzę”. „Wymagałoby to idealnego zbiegu okoliczności”. stosunkowo mało prawdopodobne"
Poza samą strategią Violette Spillebout i pytaniem, czy okaże się ona skuteczna, istotne jest jeszcze jedno: jaka jest przestrzeń polityczna tej kandydatki? Innymi słowy, czy może wygrać w historycznym bastionie lewicy, a konkretnie Partii Socjalistycznej?
Sondaż Ifop-Fiducial, opublikowany w środę, 4 marca, daje wyobrażenie o równowadze sił. Socjalista Arnaud Deslandes – burmistrz odkąd Martine Aubry przekazała stery rok temu – prowadzi w intencjach głosowania (28%), a za nim plasują się kandydat Partii Zielonych Stéphane Baly (20%) i kandydatka La France Insoumise Lahouaria Addouche (16%). Violette Spillebout (15%) zajmuje dopiero czwarte miejsce, wyprzedzając Matthieu Valeta (9%), europosła z ramienia Zgromadzenia Narodowego, i Louisa Delemera (7%), kandydata reprezentującego między innymi Partię Republikańską. To nie osłabiło jej nadziei. Ma nadzieję, wykorzystać różne lewicowe kandydatury, obstawiając podzielony głos w drugiej turze. Konkretny scenariusz mógłby zadziałać na jej korzyść. Ten scenariusz, który zakłada dołączenie Republikanów (LR) do jej listy między dwiema rundami, to wyścig czterech kandydatów z Zielonymi, Socjalistami i La France Insoumise. Violette Spillebout podzieliła się tym scenariuszem we wtorek na portalu społecznościowym X, opartym na sondażu zleconym przez Renaissance dla Ipsos. Ma niewielką przewagę, z 28% zamiarem głosowania, o dwa punkty procentowe wyprzedzając Arnauda Deslandesa. Czy jednak ta hipoteza jest w ogóle realna? Roger Vicot w to nie wierzy: „Istnieje tradycja, ale także logika polityczna, która nakazuje, że w drugiej turze lewica powinna się zjednoczyć, aby zdobyć większość” – mówi przedstawiciel Partii Socjalistycznej. „Wymagałoby to raczej nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności” – zgadza się Pierre Mathiot. Taki wyścig czterech kandydatów nie tylko oznaczałby, że w drugiej turze rywalizowałyby trzy listy lewicowe. Ale dodatkowo „… prawica i skrajna prawica musiałyby nie być w stanie utrzymać swoich pozycji, otrzymując mniej niż 10% głosów oddanych w pierwszej turze, a następnie musiałyby nastąpić, niekoniecznie instrukcje głosowania na korzyść Violette Spillebout, ale co najmniej wezwanie do zablokowania lewicy” – zauważa politolog.
Proszę Login aby zostawić komentarz.
Chcesz opublikować swój temat
Dołącz do globalnej społeczności twórców i łatwo zarabiaj na swoich treściach.Rozpocznij swoją podróż z pasywnym dochodem z Digbly już dziś!
Opublikuj to teraz
Uwagi